Poczułam ostry ból w tylnej części głowy. Obudziłam się. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju, w którym się znajdowałam. Biały, nieduży, z wiszącym telewizorem. Na szpitalnym nocnym stoliku po mojej prawej stronie stał wazon ze świeżymi kwiatami, pachniały bardzo słodko i przyjemnie. Do lewej ręki miałam przyklejoną kroplówkę, ale nadal leżałam w swoich ubraniach. Chwilę zajęło mi przypomnienie sobie dlaczego się tu znalazłam. No tak, zemdlałam. Ale w takim wypadku ktoś musiał mnie tutaj zanieść albo wezwał pogotowie. Z kim ostatnim rozmawiałam przed wyjściem...? Z Joshuą. Byłam strasznie zmęczona mimo, że dopiero się obudziłam i pewnie długo spałam. Za oknem świeciło słońce. Już dzień, a zemdlałam wieczorem... Ciekawe gdzie są rodzice? Zerknęłam w lewo. Na szarej, niedużej i zapewne niewygodnej kanapie spał... Josh! Uśmiechnęłam się sama do siebie, wyglądał tak uroczo, kiedy spał... Do pokoju weszła pielęgniarka i natychmiast się ocknął. Ehhh... A taki ładny widok miałam.
- Widzę, że już się pani obudziła. Jak się pani czuje? Potrzebuje pani czegoś? - zapytała z ciepłym, serdecznym uśmiechem.
- Czy są moi rodzice? I tak poprosiłabym szklankę wody czy w ogóle czegoś do picia. - odparłam.
- Tak, czekają na korytarzu, zawołać ich?
- Nie, proszę im jeszcze nie mówić, że się obudziłam. - zgodziła się i wyszła zostawiając mnie i Josha samym sobie.
- Widzę, że już się obudziłaś... Dobrze się czujesz?
- A ty spałeś na tej kanapie, wygodna chociaż? Czuję się w miarę dobrze. - uśmiechnęłam się widząc jego zatroskaną minę.
- Kiedy jest się tak zmęczonym to wszystko jest wygodne. Wystraszyłem się kiedy zobaczyłem cię leżącą na chodniku. - przeczesał ręką włosy. Wyjaśniłam, że jest mi z tego powodu przykro, ale dziękuję za poświęcenie czasu i wygody. Odparł, że nie ma o czym mówić, że przecież jeżeli on znalazł by się w takiej sytuacji, ja postąpiłabym tak samo. Usiadłam na łóżku kiedy pielegniarka wróciła ze szklanką wody. Zaburczało mi w brzuchu, nadal byłam strasznie głodna. Zapytałam panią Rockers o to dlaczego rodzice czekają na korytarzu, a Josh został u mnie w pokoju. Wyjaśniła, że podawał się za mojego starszego brata i strasznie upierał się, żebym nie została sama. Najchętniej skoczyłabym mu w ramiona, ale jeszcze delikatne zawroty głowy i boląca kostka kazały zostać mi na miejscu. Pielęgniarka wyszła i Joshua oddał mi telefon dodając, że ktoś jeszcze oprócz rodziców próbował się dzisiaj do mnie dodzwonić. Na wyświetlaczu widniał numer Christophera i sms z pytaniem dlaczego nie przyszłam do szkoły. Szybko odpisałam, że po prostu, źle się poczułam, więc zostałam w domu. Zwróciłam się do przystojnego chłopaka stojącego przy moim łóżku i spojrzałam w jego oczy.
- Widzę, że już się pani obudziła. Jak się pani czuje? Potrzebuje pani czegoś? - zapytała z ciepłym, serdecznym uśmiechem.
- Czy są moi rodzice? I tak poprosiłabym szklankę wody czy w ogóle czegoś do picia. - odparłam.
- Tak, czekają na korytarzu, zawołać ich?
- Nie, proszę im jeszcze nie mówić, że się obudziłam. - zgodziła się i wyszła zostawiając mnie i Josha samym sobie.
- Widzę, że już się obudziłaś... Dobrze się czujesz?
- A ty spałeś na tej kanapie, wygodna chociaż? Czuję się w miarę dobrze. - uśmiechnęłam się widząc jego zatroskaną minę.
- Kiedy jest się tak zmęczonym to wszystko jest wygodne. Wystraszyłem się kiedy zobaczyłem cię leżącą na chodniku. - przeczesał ręką włosy. Wyjaśniłam, że jest mi z tego powodu przykro, ale dziękuję za poświęcenie czasu i wygody. Odparł, że nie ma o czym mówić, że przecież jeżeli on znalazł by się w takiej sytuacji, ja postąpiłabym tak samo. Usiadłam na łóżku kiedy pielegniarka wróciła ze szklanką wody. Zaburczało mi w brzuchu, nadal byłam strasznie głodna. Zapytałam panią Rockers o to dlaczego rodzice czekają na korytarzu, a Josh został u mnie w pokoju. Wyjaśniła, że podawał się za mojego starszego brata i strasznie upierał się, żebym nie została sama. Najchętniej skoczyłabym mu w ramiona, ale jeszcze delikatne zawroty głowy i boląca kostka kazały zostać mi na miejscu. Pielęgniarka wyszła i Joshua oddał mi telefon dodając, że ktoś jeszcze oprócz rodziców próbował się dzisiaj do mnie dodzwonić. Na wyświetlaczu widniał numer Christophera i sms z pytaniem dlaczego nie przyszłam do szkoły. Szybko odpisałam, że po prostu, źle się poczułam, więc zostałam w domu. Zwróciłam się do przystojnego chłopaka stojącego przy moim łóżku i spojrzałam w jego oczy.
- Dziękuję... - wymamrotałam pod nosem. Chciałabym powiedzieć to głośniej, ale łzy napłynęły mi do oczu na wspomnienie zeszłego wieczoru i rozmowy z rodzicami. Przeczesałam palcami włosy przymykając oczy, żeby Nielsen nie zauważył zbierającej się bardzo szybko pod powiekami słonej cieczy.
- Hej... Wszystko w porządku, nie płacz... - poważnie się zmieszał i zauważył to, co tak skrupulatnie próbowałam ukryć. - Jeżeli coś się stało to wiesz, że możesz mi powiedzieć? - uśmiechnął się przyjaźnie. Nie byłam pewna czy mogę / powinnam mu powiedzieć o sytuacji z rodzicami. Wiedział tylko, że się "troszkę" z nimi posprzeczałam.
- Ehhh... Może nie dzisiaj? - westchnęłam. - Twoi rodzice nie są źli, że opuściłeś szkołę?
- No co ty. Byli ze mnie bardzo dumni i zadowoleni, kiedy dowiedzieli się, że kouś pomogłem w takiej sytuacji. - zaśmiał się. - Poza tym, co będziesz robiła dzisiaj jak wyjdziesz ze szpitala? - uśmiechnęłam się. Jego śmiech był uroczy. Potrafił odpędzić nim wszystkie czarne chmury wiszące nade mną. Już wiem dlaczego tak bardzo mnie do niego ciągnęło w podstawówce (i w sumie nadal ciągnie), bo to zawsze było to samo...
- No nie wiem... A co mogę robić? - wrócił na kanapę.
- Nooo... Na przykład... Może mógłbym do ciebie przyjść? - puścił oczko.
- Zależy czy moi rodzice by się zgodzili... Ale ja jak najbardziej jestem za.
Wróciliśmy do domu jednym samochodem, znaczy: mama, tata, ja i Josh. Rodzice rozmawiali ze sobą jak gdyby nigdy nic, więc również udawałam, że nic się nie stało. Może minął im ten głupi pomysł separacji? Zajmę się tym później. Rodziców pozostawiłam samych sobie, a ja razem z Johuą poszliśmy do mojego pokoju.
- Sporo się u ciebie zmieniło... - stwierdził spoglądając na tablicę korkową z najlepszymi zdjęciami wiszącą nad biurkiem.
- Czy ja wiem...? No naprzykład przestałam się przyjaźnić z Monicą, bo wyjechała do Stanów. - i nagle razem z jej imieniem wróciły wszystkie wspomnienia: te dobre jak i te złe. Pamiętam jakby to było wczoraj... Ostatnie pożegnanie i wybaczenie sobie wzajmnie wszystkich błędów. W sumie to nawet trochę za nią tęsknię.
- O tym nie wiedziałem. - przyznał. - Nadal jeździsz konno? - uśmiechnął się wskazując na specjalną gablotkę na moje końskie rzeczy takie jak rozety, zdjęcia czy dokumenty Larrisy. Przytaknęłam. Josh usiadł po turecku na podłodze na przeciwko mnie. Byłam zafascynowana kolorem jegooczu i szlachetnością jego serca. Nie wiem jak długo siedzieliśmy po prostu patrząc sobie wzajemnie w oczy. Moja mama zapukała do drzwi, a ja pozwoliłam jej wejść.
- Chcecie coś do picia? No wiecie... Jest wieczór, wrażenia z ostatniej nocy was pewnie jeszcze trzymają, więc pomyślałam, że może chcielibyście coś mocniejszego...? Nie namawiam. - uśmiechnęła się do nas ciepło. Myślałam, że wybuchnę śmiechem na miejscu, ale opanowana odpowiedziałam, że jeżeli Josh coś chce to możemy poprosić po dwa piwa na osobę. Oczywiście kolega przytaknął i zaproponował się, że pójdzie z moją mamą i przyniesie je do mojego pokoju, więc tak też zrobili. Kiedy "Pan Palący" wrócił, zapytałam co się stało, że zaczął palić. Otworzył piwo i jego mina spoważniała.
- To był mój sposób na odstresowanie się. - zaczął. - Wszystko zaczęło się kiedy moja siostra zachorowała na raka. Kiedy się o tym dowiedziałem, zacząłem sobie używać... Nie powiem, że nie, bo były narkotyki, alkohol i łatwe laski. Nie chciałabyś mnie wtedy znać... Bójki z innymi chłopakami były na porządku dziennym. Wydaje mi się, że dobrze, że skończyło się tylko na papierosach. - popijał między zdaniami. Chyba rzeczywiście miał rację, że nie chciałabym go znać gdybym wtedy się dowiedziała...?
- A co z twoją siostrą? - zapytałam cicho i nieśmiało. Domyślałam się końcówki opowieści i odpowiedzi na moje pytanie, ale musiałam się upewnić. Oczywiście okazało się, że starsza z rodzeństwa Nielsenów zmarła i wtedy miał największy problem. Nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, nawet głupie "przykro mi" nie było w stanie przejść mi przez gardło. Dlatego był ubrany cały czas na czarno... Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, bo "taka moda". Pierwszą butelkę skończyliśmy równo i dopiero kiedy odłożyliśmy je na bok zielonooki odezwał się, a raczej zanucił kawałek prześlicznej piosenki, do której nawet znałam chwyty na gitarę...
- Dziś rano myślałem, że widzę diabła. Patrząc w lustro, odrobina rumu na moim języku z wołaniem o pomoc, by trzeźwo myśleć. Nigdy nie chciałem cię zranić. Dziś będę lepszym człowiekiem... - całą pierwszą zwrotkę zanucił sam. Refren zaśpiewaliśmy razem. Poszłam uchylić okno, ponieważ w pokoju robiło się coraz cieplej. Za oknem moją uwagę przukłuł przepiękny zachód słońca i para całująca się pod moim oknem. Ooooh... Też bym tak chciała. Chwilkę się na nich patrzyłam aż poczułam oddech bruneta na swoim karku. Odwróciłam się do niego przodem i prawie zdeżyliśmy się nosami.W jednej dłoni trzymał dwie pełne butelki: jedną dla mnie i jedną dla niego. Podał mi piwo i kawałeczek się odsunął wyglądając za okno i spoglądając na całującą się parę. Z jego twarzy w tym momencie nie dało się wyczytać żadnych emocji. Aż w końcu przemknęła i została jedna: zrozumienie. Dokładnie załapał dlaczego chwilę na nich patrzyłam.
- Też bym tak chciał... - zaśmiał się.
Wypiliśmy po drugiej butelce i Joshua zaproponował grę.
- Zadam ci trzy pytania. Jeżeli na chociaż jedno odpowiesz "tak" to mnie pocałujesz. Okej? - puścił oczko. Szybko załapałam, że był to podstęp, ale nawet nie chciałam się mu opierać.
- Tak. To zaczynamy...?
- Już powiedziałaś "tak"... - no i wpadłam jak śliwka w kompot. Pocałował mnie, a ja się zgubiłam. W tym pocałunku było tyle emocji długo trzymanych na wodzy. Złość, bezsilność, smutek... Kiedy skończyliśmy, przytuliliśmy się do siebie czując spokój. Ta sytuacja nie wróżyła nic dobrego...
Od autorki: Przepraszam, że nie było prawie dwa miesiące rozdziału :( Rozumiecie: poprawy zagrożeń itp? Jak się da to będę dodawała rozdziały co miesiąc (tak plus, minus parę dni), ewentualnie tak szybko jak tylko się da :) Mam nadzieję, że się podoba ;) A teraz czytajcie, komentujcie, polecajcie i czekajcie na następny rozdział <3
- Sporo się u ciebie zmieniło... - stwierdził spoglądając na tablicę korkową z najlepszymi zdjęciami wiszącą nad biurkiem.
- Czy ja wiem...? No naprzykład przestałam się przyjaźnić z Monicą, bo wyjechała do Stanów. - i nagle razem z jej imieniem wróciły wszystkie wspomnienia: te dobre jak i te złe. Pamiętam jakby to było wczoraj... Ostatnie pożegnanie i wybaczenie sobie wzajmnie wszystkich błędów. W sumie to nawet trochę za nią tęsknię.
- O tym nie wiedziałem. - przyznał. - Nadal jeździsz konno? - uśmiechnął się wskazując na specjalną gablotkę na moje końskie rzeczy takie jak rozety, zdjęcia czy dokumenty Larrisy. Przytaknęłam. Josh usiadł po turecku na podłodze na przeciwko mnie. Byłam zafascynowana kolorem jegooczu i szlachetnością jego serca. Nie wiem jak długo siedzieliśmy po prostu patrząc sobie wzajemnie w oczy. Moja mama zapukała do drzwi, a ja pozwoliłam jej wejść.
- Chcecie coś do picia? No wiecie... Jest wieczór, wrażenia z ostatniej nocy was pewnie jeszcze trzymają, więc pomyślałam, że może chcielibyście coś mocniejszego...? Nie namawiam. - uśmiechnęła się do nas ciepło. Myślałam, że wybuchnę śmiechem na miejscu, ale opanowana odpowiedziałam, że jeżeli Josh coś chce to możemy poprosić po dwa piwa na osobę. Oczywiście kolega przytaknął i zaproponował się, że pójdzie z moją mamą i przyniesie je do mojego pokoju, więc tak też zrobili. Kiedy "Pan Palący" wrócił, zapytałam co się stało, że zaczął palić. Otworzył piwo i jego mina spoważniała.
- To był mój sposób na odstresowanie się. - zaczął. - Wszystko zaczęło się kiedy moja siostra zachorowała na raka. Kiedy się o tym dowiedziałem, zacząłem sobie używać... Nie powiem, że nie, bo były narkotyki, alkohol i łatwe laski. Nie chciałabyś mnie wtedy znać... Bójki z innymi chłopakami były na porządku dziennym. Wydaje mi się, że dobrze, że skończyło się tylko na papierosach. - popijał między zdaniami. Chyba rzeczywiście miał rację, że nie chciałabym go znać gdybym wtedy się dowiedziała...?
- A co z twoją siostrą? - zapytałam cicho i nieśmiało. Domyślałam się końcówki opowieści i odpowiedzi na moje pytanie, ale musiałam się upewnić. Oczywiście okazało się, że starsza z rodzeństwa Nielsenów zmarła i wtedy miał największy problem. Nie byłam w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, nawet głupie "przykro mi" nie było w stanie przejść mi przez gardło. Dlatego był ubrany cały czas na czarno... Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, bo "taka moda". Pierwszą butelkę skończyliśmy równo i dopiero kiedy odłożyliśmy je na bok zielonooki odezwał się, a raczej zanucił kawałek prześlicznej piosenki, do której nawet znałam chwyty na gitarę...
- Dziś rano myślałem, że widzę diabła. Patrząc w lustro, odrobina rumu na moim języku z wołaniem o pomoc, by trzeźwo myśleć. Nigdy nie chciałem cię zranić. Dziś będę lepszym człowiekiem... - całą pierwszą zwrotkę zanucił sam. Refren zaśpiewaliśmy razem. Poszłam uchylić okno, ponieważ w pokoju robiło się coraz cieplej. Za oknem moją uwagę przukłuł przepiękny zachód słońca i para całująca się pod moim oknem. Ooooh... Też bym tak chciała. Chwilkę się na nich patrzyłam aż poczułam oddech bruneta na swoim karku. Odwróciłam się do niego przodem i prawie zdeżyliśmy się nosami.W jednej dłoni trzymał dwie pełne butelki: jedną dla mnie i jedną dla niego. Podał mi piwo i kawałeczek się odsunął wyglądając za okno i spoglądając na całującą się parę. Z jego twarzy w tym momencie nie dało się wyczytać żadnych emocji. Aż w końcu przemknęła i została jedna: zrozumienie. Dokładnie załapał dlaczego chwilę na nich patrzyłam.
- Też bym tak chciał... - zaśmiał się.
Wypiliśmy po drugiej butelce i Joshua zaproponował grę.
- Zadam ci trzy pytania. Jeżeli na chociaż jedno odpowiesz "tak" to mnie pocałujesz. Okej? - puścił oczko. Szybko załapałam, że był to podstęp, ale nawet nie chciałam się mu opierać.
- Tak. To zaczynamy...?
- Już powiedziałaś "tak"... - no i wpadłam jak śliwka w kompot. Pocałował mnie, a ja się zgubiłam. W tym pocałunku było tyle emocji długo trzymanych na wodzy. Złość, bezsilność, smutek... Kiedy skończyliśmy, przytuliliśmy się do siebie czując spokój. Ta sytuacja nie wróżyła nic dobrego...
Od autorki: Przepraszam, że nie było prawie dwa miesiące rozdziału :( Rozumiecie: poprawy zagrożeń itp? Jak się da to będę dodawała rozdziały co miesiąc (tak plus, minus parę dni), ewentualnie tak szybko jak tylko się da :) Mam nadzieję, że się podoba ;) A teraz czytajcie, komentujcie, polecajcie i czekajcie na następny rozdział <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz